Zimowa refleksja z łemkowyny

Wycieczka w Beskidy jest magicznie niezapomniana i bez znaczenia  staje się sposób w jaki podróżujesz -pieszo, onroad czy offroad – ani o jakiej porze roku to czynisz. Tam zawsze nachodzi cię  zaduma. Pejzaże dzikiej przyrody i ruiny minionego czasu, nawet przykryte śniegiem wołają, wręcz krzyczą, do przechodnia – Stój! Zatrzymaj się, jeżeli nie ty to twoje myśli. Spójrz! Pomnij! Zachowaj!

Przejeżdżając przez wioski z tablicami w polskim i ukraińskim języku, mijając ruiny przydrożnych kapliczek, stare cmentarze, opuszczone domostwa przerośnięte krzakami i drzewami, miałam ochotę zabrać je ze sobą. Robiłam zdjęcia, ale ich głód niezapomnienia domagał się więcej, więcej….. . Zachowywałam je w zdjęciu, ale w głowie powstawał już pisany obraz.  Chyba najlepiej oddają to słowa wiersza Władysława Grabana, poety i społecznika, zresztą z łemkowskimi korzeniami.

Zapisać słowa

przecież ich tak wiele

ułożone w obrazy

rozrzucone w nieładzie

co krok

spotykasz kilka słów

Zapisać słowa

to z tak wielu znaczeń

ułożyć bryłę przestrzeni

spiąć obręczą

rozsypane pejzaże

odnaleźć ludzi

zapytać ich

To wasza mowa?

Owszem w centralnej Polsce kapliczek niemało, ruiny domów też się znajdzie, ale te tu są zaklęte. W tych łemkowskich zgliszczach, swoją ciszą i trwaniem domagających się uwagi, czuć emanację czegoś ssającego jestestwo przechodnia,  oddech czegoś  majestatycznie starego i wciągającego, żywiącego się duchem czasu i ludzką nostalgią.

Na pewno tu wrócę, może następnej zimy na dłuższy czas….. Zosi i Teosiowi też się podobały huculskie koniki w Regietowie, a i jedzenie wyśmienite.