Śnieżny (ze)ślizg z górki

….Nie zostawaj samotny ani w miejskim huku, Odetchniesz wonią lasu i powrócisz wcześnie. Amazonki podwiozą.” – „Idę z tobą, Puku. Co będziemy tam robić?” – „To samo co we Śnie” – pisał Jan Lechoń w jednym ze swoich wierszy.  Takiemu zaproszeniu się nie odmawia a Puk napisał do nas na facebooku. -Puk, puk. Jedziecie! -, No jasne, że tak! – odpowiedzieliśmy oczywistą oczywistością. 😉 I tak się zaczęła podróż do krainy śniegu i lodu…. 

Góry kochałam i kocham, jest w nich magia, jest w nich dzikość jest w nich nieprzystępność i posępność. Wracam tam zawsze kiedy mogę. Trochę inaczej, trochę wygodniej, ale…. zawsze z nostalgia i ochotą.

Śniegowego szaleństwa w górach nie mogli się w tym roku doczekać zarówno narciarze jak i miłośnicy biegówek czy jazdy terenowej. Mała zamieć przy wyjeździe z Warszawy rozbudziła nie tylko nasze oczekiwania co do warunków jakie mogą panować w górach, ale i spowodowała gigantyczne korki na trasach wylotowych. Oczywiście skutki były takie, że czas dojazdu do destynacji znacząco się wydłużył, za to jak już dojechaliśmy….. wszystko pokrywała gruba warstwa śniegu a znajomi czekali na nas w szampańskich nastrojach przy ciepłym kominku. Jak ja lubię takie powitania….

Dzień zaczął się śnieżnie. Grube płaty śnieżynek szybko budowały otuliną na kurtkach, czapkach i maskach Wojowników Mocy. Zapowiadał się uroczy zimowy dzień w gęstym białym sosie. Trasy już nieraz przejechane, ale jednak tym razem zimowo-magiczne stały się trudne.  Puchowa pierzynka pokrywająca wszystko dookoła okazała się zdradliwa, pod spodem ziemia była mocno zmrożona i pokryta lodem. Tańcowaliśmy tańce połamańce, żeby się nie utrzymać na powierzchni. Jazda z górki była jazdą na sankach a nie kołach, mega ostrożność i koncentracja była niezbędna.

Dla nas wycieczka zakończyła się niedużym wgnieceniem drzwi i zerwaniem lusterka, ale niektórym udało się położyć na boczku w śnieżnym łożu. Było groźnie, ale szczęśliwie się skończyło.

Lód miał prawie 20 cm, i Stalowi Wojownicy Mocy musieli się nieźle natrudzić przy rzecznych przejazdach. Kra zatrzymywała i nie dawała przejechać. Nie raz trzeba było powtarzać czynności. Przód, para i….. Prrrrr, hamowanie na brzegu kry. Liczył się spryt nie moc.

I oczywiście nocna jazda zlodowaciałą drogą, nieodparcie wywoływała skojarzenia ze starym polskim filmem z plejadą gwiazd:  Baza Umarłych Kierowców. Różnica była subtelna, oni nie mieli wyjścia, my jechaliśmy dla przyjemności. Jedynie otoczenie było niezmienne. Zimowe warunki, zmrożonej i ubitej drogi pozostają „odporne” na czas i przywołują minione….. wkręcają wyobraźnię i zakrzywiają czasoprzestrzeń. Ale ja już tak mam. Widzę wtedy podwójnie dzisiaj miesza się z wczoraj a wczoraj z dzisiaj…. Podwójna jazda.

Takiej zabawy nie mieliśmy już dawno, a w trakcie rozgrzewki przy klimatycznym ognisku.

 Beskidzką Zimę uważam za bardzo udany wypad, pogoda dopisała, maszyna i wspaniali ludzie.