Nieznane warstwy Ukrainy

Ukraina jest niesamowita. Ukraina jest jak cebula: ma warstwy – parafrazując słynny już dialog Shreka z Kotem w butach. Za każdym razem, przekraczając jej granice, odkrywam nową jej stronę, dotąd niewidoczną. Za każdym razem pomimo swojej nieeuropejskości i nieunijności, mnie zachwyca.  Budzi emocje i pozwala cieszyć się wolnością. Paradoksalnie, targana niepokojami i wojną kraina, uwalnia we mnie wszystko co najlepsze w życiu, dostarcza eliksiru i natchnienia.

 *** Warstwa terenowa

Po co wy tam wciąż jeździcie – słyszymy ostatnio dość często. Przecież byliście tam już nieskończenie wiele razy – na odchodne dodają niektórzy znajomi. Ukraina Mekka 0ffroadu, ale wciąż i wciąż, tyle razy w to samo miejsce. Owszem w paszportach zaczyna nam brakować rubryczek na pieczątki. 

Trasy już dość dobrze znane, ale za każdym razem są nie-te-same. Zrozumie mnie ten kto kiedykolwiek był w górach pieszo, paralotnią, samochodem, motocyklem.  Ten sam szlak dwa razy się nie powtarza, nie wygląda identycznie. To jest ta niesamowitość i niepowtarzalność czasu i przyrody. Nie ma dwa razy takiego samego duktu, nie ma dwa razy takiego samego szlaku. Każde miejsce się zmienia. Okolica ta sama, tracking na mapie ten sam, ale nie zdarzyło mi się dwa razy tak samo pokonywać trasy. Zawsze jest element niepewności, zawsze jest coś co może zaskoczyć, być nieprzewidywalne. Zawsze jest element adrenaliny, w końcu zakarpackie pagórki są jedną z najbardziej wymagających okolic dla terenowców. Zmaganie się codzienne z żywiołem: błota, śniegu, deszczu; czy pokonywanie niedoskonałości pojazdów: reduktor, jedynka, gaz, szybko trójka, i pytaaaa; głęboko zakodowane wskazówki: Pamiętaj koła prosto. Niewiele w prawo i…… Stój urwisko! Niby wszystko rutyna, niby toczka w toczkę każdorazowo, niemniej w innej kolejności, czyni unikalnym powtarzalne. Dziura Jogusia już nie jest tą samą dziurą Jogusia, a Urwisko Marka już nie będzie tym samym za rok. Dołek Dyzia też wygląda dzisiaj niegroźnie. Nasze pole ze sztachetami też to-samo-ale-inne. Wyjazd w teren jest oczekiwaniem, oczekiwaniem na nowe stare wyzwania, wciąż fascynujące i wciąż dostarczające moc emocji.

Bojkowska Zima była kapryśna. Zaczęło się od ośnieżonych tras a zakończyło wiosennym powiewem wśród traw. Jak się można domyślać było zwiewnie po białym śniegu i gliniaście po mazistej mazi. Dla każdego coś miłego, a dla naszej leciwej Landrynki ostatni wyjazd w teren. Pewien etap trzeba zakończyć. ;-), żeby rozpocząć nowy 😉

*** Warstwa ludzka

Grupa starych znajomków. Miałam wrażenie, że przybyłam do siebie, w miejsce gdzie wibrują pozytywne emocje i chęć wspólnej, niezapomnianej zabawy. Gdzie pełno jest pluszowych misów, puszystych króliczków i kolczastych jeżozwierzy, ale jak jeden mąż rozdają ciepłe i puchate w drwinie, w kpinie, w sarkazmie, w komplemencie czy w docince. Rozdają kuksańce i przytulańce, po prostu są, Trwają niezmienni, ci sami, gotowi na każda ewentualność i zdarzenie. Zrównani w statusie, upodobaniach i gustach przez Stalowych Wojowników Mocy, którzy jak magiczną różdżką swoich silników połączyli przypadkowych wędrowców drogi i przygody. Związali ich „bangi” wspólnych przeżyć i walki w terenie. 

Od drzwi rozbrzmiewa „Ruda tańczy jak szalona”, a przecież przed chwilą sączył się z samochodowego głośnika „Black Star 😉 Teraz to nie ma znaczenia,  już parkiet drży, nogi same wirują w rytm. Teraz jest ukraińska niezapomniana zabawa. Ręka, chusteczka, kolano, zwrot, podskok, lewa do prawej, prawa do lewej. Dzieje się, zawirowany sufit i podłoga. Co stało się na Ukrainie zostaje na Ukrainie – jak mawiają najstarsi mędrcy, ale…. ja się jednak nie zgodzę.  Trwa dalej to co nieuchwytne, trwa to co najważniejsze,….. PRZYJAŹŃ.

Zgrana grupa ma zaletę: jest więcej czasu na ogniska, kiełbaski czy nietypowe sesje zdjęciowe. Wszystko idzie gładko i bezproblemowo, rozumiemy się bez słów a donośny śmiech zagłusza okolicę. Jest zabawa, jest walka i jest braterstwo. Czego więcej trzeba…. Bawią się dorośli i bawią się dzieci, korzystamy wszyscy z ulotnych chwil życia. 

***Warstwa przyrodnicza

Oniryczne tym razem było niebo. Pełne ciężkich, zawiesistych chmur śniegowych rozświetlanych przez wyraziste promienie słoneczne. Niecodzienne formy przybierał nieboskłon. Od czerni i bieli przez smugi czerwieni i żółci. Obłoki układały się na kształt kręgu, ze środka wyzierało groźne czerwone oko. Czarny szczyt u podnóża „oka” i białość horyzontu dopełniała tajemniczości i nadawała widokowi grozy 😉 Cóż niezmierzone horyzonty, przepiękne przestrzenie, że o tym nie wspomnę, czy kilkusetletnie konary oszronione w gęstych ostępach leśnych dopełniały tylko klimatu irracjonalności i wciągały w zachwyt zmysły. Zima w bezkresach Karpat ukraińskich jest głęboko zapadającym w pamięć wspomnieniem.

Opisałam tylko trzy warstwy, bo te trzy zapadły mi w pamięć, tym razem. Oczywistym jest, że tam wrócimy a wtedy odkryję kolejne. Już się nie mogę doczekać następnej – wiosennej odsłony 😉 Do zobaczenia Ukraino!