Warstwa nieznana złotych połonin

Dawno temu zakochałam się w podróżach, a właściwie oboje się zakochaliśmy. Uwiodła nas ich magiczna moc bycia balsamem naszej steranej codziennością duszy. One były i są przestrzenią regeneracji naszych sił witalnych i katalizatorem dążenia ku wewnętrznej wolności w konformistycznym świecie konsumpcji, zwłaszcza warszawskiej. Z czasem doszedł jeszcze offroad, wynik mojego kobiecego kaprysu, element dopełniający naszą rzeczywistość, mający jedynie służyć eksplorowaniu świata w rodzinnym gronie. Ku zdziwieniu obojga, sam offroad stał się jeszcze jedną pasją. Przez pewien okres w historii życia przeprawy autem 4×4 czy wyprawy były czymś, co wymagało odkrywania samego w sobie, jako zestawu nowych czynności, nawyków, przyzwyczajeń. Okazało się też, że pojęcie 4×4 nie jest jedynie i wyłącznie określeniem rzeczy, ale też społeczności niesamowitych ludzi, których łączy wspólna pasja. Dzielą się wyjątkowym klimatem i sposobem bycia, który nas wessał. Tłumaczyło by to dlaczego tak długo i skutecznie offroad dostarczał nam emocji czy wyzwań, odpowiednich by zaspokoić nasz wampirzy głód zmienności, ale…. powoli, powolutku kiełkowało w nas ziarno nienasycenia….. A dlaczego spytacie? Otóż z hobby jest jak z każdym długim związkiem: należy go pielęgnować i unikać standaryzacji, a każdy element składowy musi być odświeżany. Trzeba wciąż od nowa odkrywać, poznawać, czuć spontaniczność, dreszczyk emocji, czy jak to zwykło się mówić, motyle w brzuchu. Inaczej zaczyna nas ssać i…. przyjemność przeistacza się w mało wyczekiwany obowiązek.

Dzięki Ukrainie, a właściwie jej kolejnej, niesamowitej warstwie: bezpretensjonalnej naturalności, odpopieliliśmy naszą pasję offroadowego podróżowania, zatrudniając do tego najwspanialszego terapeutę pod słońcem: Przewodnika Tam. Właściwie musieliśmy go jedynie na powrót odnaleźć, bo gdzieś w pośpiechu, po chwilowym zauroczeniu wygodą, po prostu o nim zapomnieliśmy, zapominając jednocześnie o istocie tej pasji: nieprzewidywalności, niepowtarzalności i elitarności wrażeń. Oczywiście w połączeniu, z równie porzuconymi przez nas wyznacznikami podróżnika, czyli duszą wagabundy-wszędobylskiego.

Kim jest Przewodnik Tam. Ma on najróżniejsze oblicza. Może być palcem na siatce kartograficznej, może być mozolnie wytyczoną linią na elektronicznej mapie, może być wynikiem burzliwej dyskusji o potrzebie błota na masce, ale może być też połyskującym punktem w oddali, gdy słońce chyli się ku zachodowi, mrożącym dech w piersiach odległym horyzontem lub krawędzią przepaści. Przewodnik Tam zaprowadzi nas zawsze na granice naszego pożądania przygody, emocji, adrenaliny czy smaku. Z nim zawsze dotrzemy do celu, gdziekolwiek on jest i jakkolwiek wydaje się odległy czy wręcz enigmatyczny. Przewodnik Tam nigdy nie zawiedzie, bo jest częścią każdego poszukiwacza wrażeń i odkrywcy. Przewodnik Tam tkwi w duszy każdego pasjonata eksplorowania przestrzeni. Jest jego immanentną cechą wędrowca po przygodę, który na równi ceni sobie nowe miejsca jak i starych współtowarzyszy. Co więcej tenże Przewodnik, ma mistyczną moc zarówno łączenia na szlaku wielu wędrowców, jak też unikania ich, bo jego jedyną wadą jest kapryśność. Przewodnik Tam jest bezcenny w swojej bezkompromisowej dziecięcej szczerości odkrywania tego, co nowe i jeszcze niepoznane. 

Przewodnik Tam zaprowadził nas tym razem na nieznane ścieżki (dla wtajemniczonych tracki ;-)). Odkrywaliśmy nowe podjazdy na Pikuja, ale po drodze zgotował nam zaskakujące, ale ostatecznie wielce wyczekiwane doznania. Zaplanował nam nocleg w pięknym hotelu o nazwie Milion Stars Above. Droga do niego była jednak wyboista i pomimo panującej bezdeszczowej, pięknej pogody, podtopiła naszych Stalowych Wojowników Mocy w lagrach błota. Znojna przeprawa ucieszyła wszystkich oczekujących trudów, a rzeczony hotel uraczył nas nie tylko ciepłem wieczornego ogniska, ale też przepiękną poranną panoramą. Stumilowy Mroczny Las o poranku odwalił, jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki, szlaban-niewidkę z naszej drogi i Przewodnik Tam odzyskawszy widoczność ruszył dalej po przygodę.

Kolejne dni przyniosły kolejne nowe widoki. Jak miło jest jechać, gdy nie wiesz co będzie za zakrętem a Przewodnik Tam nie uprzedzi cię, że za 2 km jest cudowne miejsce na ognisko, a na końcu drogi ze Stoja będzie szlaban. Ups, ale… po to są emocje, po to są tacy Przewodnicy …… by zaznawać nieznanego, by chciało się chcieć! Oto przecież chodzi, a w gronie współdzielących pasję zawsze jest rozwiązanie, zawsze jest jakieś nieznane jutro warte grzechu ;-).  

 Nowe hotele, nowe smaki, nowe drogi, a w sumie…. Wszystkiego nie zobaczyliśmy i dzięki odkurzeniu niezastąpionego Przewodnika Tam otworzył się w naszej fantazji worek niezliczonych planów na jeszcze, jeszcze, dalej i dalej….. i wciąż nowe odkrywanie niepoznanego.

Ahoj przygodo, bo my tu byliśmy, wino piliśmy, na połoninie tańczyliśmy i w czanie się moczyliśmy, ale ….. Jeszcze nie wszystko doznaliśmy.

Do zobaczenia na szlaku, może nas w swojej kapryśności połączy Przewodnik Tam 😉