Zako(ch/p)ani w Bieszczadach

Miasto ma swoje uroki, kreślone w grafice wektorowej. A zima, zwłaszcza górska ma swoją niepowtarzalną szatę. Zawsze zaskakującą, zawsze inną, zawsze i niezmiennie zachwycającą swoją prostotą, czy bezpretensjonalnością.

Spytacie czy nie mamy jeszcze dość bieli i mrozu tej zimy….., coż dziecięca ekipa zapisów, póki co nigdy nie ma dość zimy, a dorosła, odpowie Harasimowiczem:

„A w mieście błoto i błoto

A ja za twymi zimo włosami

Tęsknię nocami

I w niedzielę dopiero wyjeżdżam za miasto

Pociągiem rozpędzoną gwiazdą

Aby cię dotknąć zimo

Popatrzeć jak twój diadem świeci

I niech nasz pocałunek zimo

Gilem w lasy uleci”

I dokończę Asnykiem:

„Bielą się pola, oj bielą,

Zasnęły krzewy i zioła

Pod miękką śniegu pościelą…

Biała pustynia dokoła. –

 

Gdzie była łączka zielona,

Gdzie gaj rozkoszny brzozowy,

Drzew obnażone ramiona

Sterczą spod zaspy śniegowej.”

Ostatniego weekendu, po dłuższej miejskiej przerwie spowodowanej serwisem naszej stajni Wojowników Mocy, wyruszyliśmy w nasze kochane Bieszczady. Wracamy tam z nieukrywana radością, czy to latem, czy to jesienią czy zimą, bo każda pora roku ma swoje uroki.

3c0d1-img

Śniegu było po horyzont i jeszcze trochę. Świeży puch z grudnia zamieniał się powoli w twardą, grubą skorupkę, ale to nie powstrzymało nikogo przed ruszeniem w głębokie zaspy. Co prawda każde pół metra w śniegu wymagało większej walki niż błotne lagry, niemniej 3 km przejechanego terenu dały wszystkim moc wrażeń, a w tym: pozdejmowane opony, zerwane wały, uszkodzone przeguby, unieruchomione wyciągarki.

f73b8-img

Teodor i Zosia zaś mieli kolejny zimowy wypasik. Uzbrojeni w śniegowe spodnie, grube czapki, rękawice, hasali po połoninie. A Teo nawet się pierwszy raz z życiu przejechał skuterem śnieżnym. Mina bezcenna….. 😉

6eb5d-img

Dla tych co mieli dość terenu był też kulig w przepięknym otoczeniu, gorące wino w termosie, a na koniec wielka watra. 😉

Oczywiście jak to na takich wyjazdach bywa najciekawsze pojawia się w najmniej nieoczekiwanych okolicznościach, noc spowiła niebo, mróz wezbrał na sile, podtopione podjazdy podmarzły a tu…… dziesięciu chłopa przez 2 godziny wciągało uszkodzonego Patrola do warsztatu, tzn. 3 wciągało a pozostali zarządzali. Oj zabawy było co niemiara….. i ta względna grawitacja przy linach ciągle kładła pokotem wspomagaczy. Kapryśny lód może zrobić z prawdziwych mężczyzn baletnice.  Pozwolę sobie podlinkować filmik koleżanki Gosi, zobaczcie sami… (link)

3f4a3-img_2314

Wieczornych atrakcji to jednak nie był koniec. Ktoś miał bowiem urodziny i to całkiem poważne bo ….. Pierwsze.

Trzeba przyznać, przez ten rok rzeczywiście się wyedukował i zasłużył na zmianę kategorii z „infant” na „toddler”. Oby tak dalej rozwijali się i uwijali. Dziękujemy bezGranic4x4.pl za pełen profesjonalizmu niezapomniany rok! Mają jeszcze jedną zaletę, z której sobie pewnie nie zdaja sprawy: chce im się chcieć!

0e50f-img

Jeszcze jedna ważna kwestia wymagająca wzmianki. W Czarnej Górnej zatrzymaliśmy się, już nie po raz pierwszy, w cudownej miejscówce zwanej Niedźwiedzią Górką, w gościnie u przecudownej, ciepłej i otwartej Uli. Jest to niewątpliwie miejsce z duszą, pełne magiczności, godne polecenia jak mało które. Onego czasu, gdy przekroczyłam próg tego domu, poczułam się jak w posiadłości argentyńskiej rodziny Trueba, opisywanej przez Isabel Allende w jednej z jej książek, Domu Duchów. Miejsce gdzie fizyczność świata miesza się z efemerycznością duszy, realizm codzienności z fantastyczną baśnią osnową, podszytą mistycznym kontekstem specyfiki regionalnej. Coś niesamowitego, żyjący dom.