Oto Afryka: dzień dobry!

Planowane sześć godzin na promie zamieniło się w prawie dwanaście. Lądowanie opóźniło się o pięć godzin. O 3.00 w nocy naszego czasu a marokańskiego o 2.00, przekroczyliśmy oficjalnie granicę w Tanger-Med. Co robić, z marzeń o ciepłym prysznicu w hotelMaroko2-01u pozostały tylko niedoszłe wspomnienia. Trzeba było szybko ruszyć w drogę na autostradę i z krótką drzemką w aucie, gnać na spotkanie ze znajomymi, z którymi ruszaliśmy w trasę. Jeszcze tego samego dnia, popołudniem umówieni byliśmy z w Marrakeszu. Nawigacja cienkim damskim głosem zanuciła 690km do celu (sic!).  Kosztem wygód jak prawdziwi podróżnicy nadrobiliśmy opóźnienie do 2 godzin. Przywitaliśmy znajomych i hajda po przygodę w nieznane. Pierwszy poranek w Afryce podziwialiśmy przez przednią szybę  Trolka.

Maroko2-02

Droga do Marrakeszu wiedzie przez rolnicze tereny, trudno było dostrzec, że to jest już Afryka. Właściwie o trzecim świecie przypominały tylko góry śmieci poza polami uprawnymi i meczety, pozostała okolica przypominała bardziej hiszpańskie klimaty, no ale gdzieś te banany i truskawki trzeba produkować dla spragnionej egzotyki Europy.

Maroko2-08

Prawdziwą wyprawę rozpoczęliśmy wjeżdżając w Atlas Wysoki. Ścieżka wiodła szutrami i pod górkę, okolica stawał się coraz bardziej czerwona i kurząca. Rzeczywiście trzeba było czynić odstępy między autami, bo można było dostać pylicy płuc, a ondulacja utrwalała się na drobinki czerwonego spreyu. Skąd już to znam, zalet jest taka, że nie trzeba używać pianek, żeli czy suchych szamponów bo proces odtłuszczania włosów znacznie odkłada się w czasie.

Piękna okolica i tama z jeszcze obfitymi rzekami po prze zimowej raczyła nas swoimi klimatami. Temperatura rozpieszczała zbliżając się do 20 stopni (w PL było 7 jak wyjeżdżaliśmy).

Krótka przejażdżka, troszkę zdjęć i …. Poszukiwanie noclegu. Pierwszy pensjonat w wiosce mijanej po drodze wykraczał poza skalę gwiazdek tyle, że ujemną…. Gości nie widział chyba od paru miesięcy. Kilka pokoi strategicznie się nie otwierało a te, które rozpościerał swoje podwoje, nie zachęcały do wejścia. Cóż gwoździem do „trumny” tego hoteliku był prysznic, a właściwie jego wątpliwa jakoś, że o użyteczności nie wspomnę. Każdy ma jakieś standardy minimum, naszym był ciepły prysznic. 😉 Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Jadąc dalej, kolejne 15 km po górskiej drodze trafiliśmy do maleńkiego pensjonatu, gdzieś zagubionego pośrodku górskiej doliny w Atlasie Wysokim. Gite Ifoulou Tassaout przywitał nas już po zmroku, szumem wodospadu i kształtem typowej zabudowy Berberów. Gliniany dom z drewnianym dachem przycupnięty na skale. Pokoje schludne, spanie na materacach pod kocami, ale….. Był ciepły prysznic. Dzieci i ja się wykąpały, ale dla naszej Gosi, czyli Wenus z Błota zabrakło ciepłej cieczy. Jak strzała wyskoczyła z zimnej wody i narobiła rabanu. Za to Piotr, cóż, nie odpuszczał. Dostał osobistego konsjerża, który latał, co kilka sekund i pytał o temperaturę, dopytywał o jakość strumienia, w razie potrzeby gotowy zmieniać końcówki prysznica, no bo tutaj są wymienne. Najpierw  woda leci z rurki, potem ma wymienne końcówki prysznicowe (nie wszystkie na stanie działają właściwie). Po prysznicach przyszedł czas na kolację. Uraczeni zostaliśmy (chociaż dotarliśmy gdzieś ok. 22.00) wspaniałym tadżinem z kurczaka w cytrynie i przepysznym chlebem z zupą z soczewicy. Zupa przypominała mi konsystencją i smakiem: rosołek z kaszką manną z czasów przedszkolnych, niemniej było wybornie. Po takich 4 dniach dojazdówki i pylistej drodze górskiej nie ma chyba lepszego odpoczynku. Klimatycznie. 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pensjonacik polecamy gorąco: Gite Ifoulou Tassaout, Douar Ifoulou, Ait Tamlili, Demnate, Azilal.  Wygląda niepozornie i standardem może nie odpowiadać niektórym turystom, ale….. Jest lokalnie i z duszą. Niestety właściciele w obcych językach mawiają wyłącznie po francusku ;-), ale używając maila tassaout@giteifoulou.com i google translatora można sobie poradzić z wcześniejszą rezerwacją 😉 Sądząc jednak po liczbie gości wpisanej do księgi rejestracyjnej, wcześniejsze zaanonsowanie przyjazdu nie jest wymagane, miejsca będą i gorące powitanie właścicieli, którzy na widok gości, uwijali się krzątając jak te koziczki górskie na graniach.

Poranek obudził nas ciepłym, słoneczny promykiem wlewającym się przez malutkie okienko i szumem rzeki za oknami. Kolejny dzień wzywał….