Organizacyjnie: Maroko z dziećmi samochodem terenowym

Dojazdówka:

3500 km autostradami, spalanie średnio 14l/100km, przy silnym wietrze i z namiotem dachowym. Auto dla niewtajemniczonych: Nissan Patrol Y61, 3.0 Diesel.

Opłaty za autostrady: ok. 100 Euro Francja, 50 Euro Hiszpania. W Okolicach Barcelony można zjechać na trasy oznaczone, jako „A”. W przeciwieństwie do „AP” płatnych, czyli „Peaje”. Standard tych dróg z A jest prawie identyczny jak AP, różnica polega głównie na opłacie. Nie pytajcie mnie dlaczego dwie trasy o podobnym standardzie biegną obok siebie. Pewnie to skutek nadmiaru środków unijnych w minionych latach 😉 z korzyścią dla unijnego podatnika 😉

Paliwo: średnio na trasie: 4,70zł x 3200 km. We Francji czy Hiszpanii warto zjechać z autostrady i zatankować na lokalnej stacji, np. przy centrum handlowym, różnica w cenie do 0,70 Euro na litrze! Jedyny wymóg to płatność kartą, gdyż stacje są zazwyczaj samoobsługowe.

Przeprawa przez Morze Śródziemne:

Prom  z Motril do Tangier-Med: 109 Euro za auto z 4 osobami (bez limitu wysokości)  w jedną stronę 7 godzin. Bilety możemy zarezerwować i zapłacić online, niemniej trzeba przed samym wjazdem udać się do tzw. kasy po boarding cards. Ważne bilety wydrukowane i te z borading cards należy zachować na powrót. Powrót rezerwujemy telefonicznie (niestety opcja internet nie działa) dzwoniąc na marokańską lub hiszpańską stronę. Po obu idzie jakoś się dogadać, jednak trzeba się uzbroić w cierpliwość podczas oczekiwania na połączenie. W drodze powrotnej, przed samym wejściem na pokład, zaraz  przy przejściu granicznym, ponownie trzeba się udać do odpowiedniego okienka przewoźnika po powrotny boarding cards.

Wskazówka dla płynących późną porą lub chcących się zdrzemnąć w spokoju. Jest na tym promie pomieszczenie VIP gdzie są wygodne fotele skórzane i przyjemna, cicha atmosfera. Pływający kierowcy TIR czy lokalesi się tam nie lokują, chociaż jest bezpłatny. Warto tam przycupnąć. 😉 za szklanym parawanem. Jeżeli jest się z dziećmi warto też zabrać z samochodu jedzenie. To serwowane w barze jest baaardzo wątpliwej jakości.

Reasumując: podróż do Maroko i z powrotem tańsza o ponad 2000 zł i co najmniej o  12 h krótsza niż promem z Genui we Włoszech. Można było także przeprawić się do Afryki aż z Kadyksu i płynąć tylko 1 h, ale byłoby drożej o co najmniej 2500 zł ze względu na wysokie ceny promu i dodatkowe km po asfalcie.

Waluta i ceny:

Walutą są dirhamy marokańskie do nabycia jedynie na miejscu. Istnieje zakaz wywożenia i wwożenia tej waluty. Stosowne oświadczenie składamy na promie w deklaracji wjazdowej.

Ok 10 dirhamów to 1 euro, co daje 2,3 dirhama za 1 PLN (na szybko). Pomocny zda się ten kalkulator: http://pl.coinmill.com/PLN_calculator.html#PLN=1

Walutę można wymienić nie tylko w kantorze, ale i np. na stacjach benzynowych. Trzeba jednak znać aktualny kurs, żeby zbytnio nie stracić na transakcji, ale… da się.

Noclegi:

Właściwie możliwe i bezpieczne jest spanie w terenie. Mając przygotowane auto (namiot dachowy, spanie wewnątrz) lub sprzęt naziemny można spokojnie znaleźć ciche i urokliwe miejsce na nocleg.  Warto bo doznania są niesamowite, niepowtarzalne i nic nie zastąpi hotelu „One Milion Stars Above”, ale …. wiem ze czasami się chce do cywilizacji.

Co do noclegów bardziej europejskich, istnieje zawsze booking.com jeżeli ktoś chce wcześniej zarezerwować pokój. Jest to opcja ważna, gdy przylatuje się na miejsce samolotem i wypożycza samochód lub ląduje w środku nocy po wyjeździe z promu.

Szukając na miejscu pamiętajmy, że Gite oznacza pensjonat, hotel często Kasbah.  Te słowa warto zapamiętać, gdy szukamy noclegów „na żywioł”.

My możemy polecić kilka sprawdzonych hotelowo-pensjonatowych miejscówek:

1.       Hotel Kasbah Panorama w Merzouga – przepiękny widok na wydmy, z dala od natłoku miasta, ale jednocześnie blisko. Miejsce na zaparkowanie samochodów terenowych. https://au.hotels.com/ho362581/kasbah-hotel-panorama-merzouga-morocco/

2.        Gite Ifoulou w Tassaout (Azilan) – przepyszne domowe jedzenie, nietypowe spania (materace), i jak się postaracie własny consierge (o tym pisałam w zapisku: pierwszy Poranek w Afryce)  http://www.giteifoulou.com/

3.       Tiznit Camping International w Tiznit – camping miejski usytuowany przy murach starego miasta. Objeżdżając je dookoła nie sposób go nie zauważyć 😉 Miłe miejsce, ciepły prysznic i prąd, blisko na targ.

4.       Czwarta miejscówka, jest trudna do rozpoznania, to apartament pod wynajem na medinie w Marakeszu. Niezapomniane miejsce. Znaleźliśmy go zagadując parkingowego na jednym ze strzeżonych parkingów. Po prostu zapytaliśmy o nocleg i dostaliśmy przeurocze, klimatyczne miejsce, w samym sercu miasta, niecałe 50 m od placu Jamal. W pakiecie było śniadanie. (mamy telefon, dostępny po kontakcie na priv). Droga z parkingu na nocleg również była przeżyciem,  bez przydzielonego przewodnika ciężko byłoby trafić.

Granice i bezpieczeństwo:

Uważam, po przejechaniu, że jest bezpiecznie. Na granicy długo im schodzi, ale jak nie jedziesz z wielką górą na bagażniku (jak większość tam) to bez problemu cię puszczają. Ważny jest kierowca, a właściwie właściciel auta (dostaje dodatkowe stempelki w paszporcie), ale kiedy właścicielem auta jest kobieta, hmmm zaczynają się zabawne sytuacje. Po prostu jest to dla nich ciężkie do ogarnięcia mentalnie i Europejki powinny się uzbroić w wyrozumiałość, ale koniec końców nie ma problemu formalnego.

Często są też kontrole policji, żandarmerii i wojska. Tak jak radziła koleżanka z „Roads of the World” warto przygotować sobie tzw. fiszkę, czyli dokładnie te dane, które wpisuje się w druk wizy wjazdowej plus specjalny numer nadawany przy wjeździe do Maroko (znajdziemy go w paszporcie).

My jeździliśmy bardzo intensywnie pod granicą z Algierią i aż po Saharę Północną zatem często nas kontrolowało wojsko i puszczało lub kazało zawrócić, niemniej zawsze grzecznie i kulturalnie.

Sprzęt campingowy:

Opcja z samochodem wygrywa z opcją wypożyczania na miejscu jednak sama wiem, że nie zawsze jest to możliwe z uwagi na nasze ograniczone urlopowo możliwości. Sprzęt biwakowy, ten którego nie da się przewieźć w bagażu, możemy spokojnie ogarnąć w miejscowych sklepach – supermarketach, znajdujących się w dużych miastach, na pewno Marrakesz, Agadir, Rabat i Casablanka. Polecam najprostszy zestaw kuchenny: palnik i butla gazowa. Palnik dostaniemy w sklepie na miejscu, a butlę gazową ok. 2 kg nabędziemy nawet w najmniejszej mieścinie.

Tracki:

Jest sporo na wikiloc, do wyboru do koloru. Trochę trudniejsze z dala od uczęszczanych szlaków lub bardziej cepelia. Najlepiej korzystać z tych francuskich lub hiszpańskich. Jeżeli decydujemy się dodatkowo na zwiedzanie to polecam przewodniki Przygody Marzeń Agory. Krótko zwięźle i na temat, a dzięki informacjom między wierszami udało nam się znaleźć cudowny camping w centrum miasta (tuż przy murze mediny) w Tiznit.

Internet i zasięg sieci:

Koszty Internetu są bardzo wysokie, jeżeli mamy sieć z Polski. Warto wyłączyć od razu transmisję danych wjeżdżając do Maroko, bo rachunek nas może zaskoczyć. Można pewnie kupić lokalną kartę, ale wyjeżdżając na pustynne tereny, poza obszar dużych miast nie ma zasięgu telefonów komórkowych. Ciężko wtedy o cokolwiek poza telefonem satelitarnym. Szczątkowy Internet, w postaci sieci wifi jest w hotelach i pensjonatach.

To takie wskazówki, które nam się nasunęły, jeżeli macie więcej pytań zadawajcie w komentarzach poniżej (wtedy inni skorzystają) lub na nasz adres mailowy.