Oho, ho, przechyły i przechyły…

Ukraina już zjechana wzdłuż i wszerz. Właściwie nie ma szlaku, w którym błoto lub kurz drogi by nie dotknął naszego Stalowego Rumaka (starszej czy młodszej generacji), ale pomimo tego, za każdym razem odkrywa przed nami kolejną, nieznaną warstwę emocji. Mocą offroadu, a właściwie ukraińskich dróg jest to, że zmieniają się tak często jak pory roku. Drogą możesz jechać już setki razy, a i tak są miejsca, w których cię zaskoczy: bo powaliło się drzewo, bo zwalił most, bo woda wyżłobiła dodatkowe koleiny. Inna rzecz że każda ekipa, z którą się poruszamy (w teren na Ukrainę nie jeździ się w samotności, chyba że świadomie wystawiamy życie i zdrowie na zagrożenie) jest inna. Tym razem dowiedzieliśmy się o miejscach trudnych, na które nigdy wcześniej nie zwrócilibyśmy uwagi. Cóż Trolek się zakopał tylko raz i to na życzenie (żeby nie było), a tak ubłocone stopy czy buty były jedynie od pomocy potrzebującym.

Karpacka Przygoda 040

Warstwą odkrytą Ukrainy było 100% noclegu w terenie. Gdzie dojedziemy, gdzie będzie super miejsce tam stajemy i… jest nasz dom na jedną noc. I przede wszystkim nikt nie marudził, trafiła się cudowna ekipa bez marudzenia. Doświadczenie niezapomniane, zwłaszcza po wakacyjnych przeżyciach. Czy słońce, czy deszcz, czy cieplej czy zimniej i tak śpimy na dziko i nikomu dzieci nie marudziły***, chociaż było ich sporo.

***moje dzieci słysząc z ust dorosłych „bo dzieci to, bo dzieci tamto” dostają czerwonych wypieków i nie mogą się powstrzymać od sarkastycznego komentarza: „nie cierpię , kiedy dorośli robią sobie wymówkę z dzieci, których zdania i tak nie słuchają. Dobrze, że one są bo nie byłoby na kogo zwalić własnego lenistwa i wygodnictwa.”

[Kocham takie komentarze moich dzieci, w końcu największą radością sarkastycznego rodzica, jest usłyszeć ten sam ton w głosie własnych latorośli]

Ukraina to nie zawsze błoto, chociaż naprawdę wyjątkiem są wyjazdy gdzie go nie ma, ale tym razem była to Ukraina trudnych technicznych podjazdów i zjazdów po głębokich już nie tyle koleinach co parowach. Woda i Ziły zrobiły swoje. Trolek radził sobie wyśmienicie, ale krótkie Patrole tańcowały jak malowane lale. Trzeba było pilota z nawigacją kciukowo-ręczną do bezpiecznego pokonania niektórych podjazdów i zjazdów, ale nikt nie ucierpiał, wszyscy pokonali bez większego szwanku, czy dachowania całą trasę.

Karpacka Przygoda 287

Oczywiście nie byłoby wycieczki Stalowych Wojowników, gdyby nie ludzie którym chce cię chcieć, czyli ekipa http://www.bezGranic4x4.pl.   Jak ja ich kocham za tą spontaniczność.