Sentymentalne bojkowskie powroty

dig

Błoto, śnieg, lagry lodowe, strome ślizgi na trawersie, piruety w zaspy śnieżne…… czyli jednym słowem less is more.

Włóczęga, król gościńców, pijak słońca wieczny,

Zwycięzca słotnych wichrów, burz i niepogody,

Lecę w prześcigi z dalą i złudą w zawody,

Niewierny wszystkim prawdom i sam z sobą sprzeczny.(…)*

Napisałam ostatnio gdzieś na forum w social media, że jeździmy sami (wyprawowo) lub z organizatorem (sentymentalne) i… nie minęła chwila a wylądowałam na Bojkowskiej Zimie z Podróże 4×4 chociaż deklarowałam, że taplanko mnie lekko znudziło. Ach ta przygoda… i zmienna natura.

Zanim w podróż się wybierzesz

Spójrz do szafy co zabierzesz.

Parę spodni… albo dwie,

Bo pobrudzić mogą się. (…)**

Zaczęło się niewinnie, właściwie cala załoga Gnomka (stare znajomki i wyjadacze) praktycznie nie chciała się przebrać na off, no bo po co, dojazdówka na szage do hotelu będzie przecież szybko, jaki to offroad – cytując klasyków. Udało się, zostaliśmy zmuszeni i dobrze… do 20.00 skracaliśmy sobie drogę do Rozłucza, UA. Parafrazując słynne powiedzenie droga była usłana różami, tyle że my przeniknęliśmy do Szuflandii a skończyła się Polokokta. Łodygi połamanych róż stały się nieco gigantyczne, aby je jednym paluszkiem przesunąć. Trzeba było użyć siły a właściwie piły. Nasz Mały Rycerz przewodnik, czy raczej Lord Hełmofon, Czołgista, Gruzin potocznie zwany Miśkiem, przygarnął nasze coś tnącego na dłużej. Okazało się bowiem, że w krainie tejże tylko nasz Stalowy Wojownik Mocy wyposażony jest w tanią piłę mechaniczną (na szczęście, tymczasowa i tania trwa już bez szwanku nasty wyjazd, ma dożywocie 😉 ). Zżarła 3,5 litra benzyny, tyle było połamanych róż, już ostatnich za każdym zakrętem. Każdy z Szuflandii miał okazję się wykazać przy ich wyrębie.

IMG_6679

Piątek również okazał się taki błotnisto-lodowy. Przebijanie się oscylowało między byciem lodołamaczem a spychaczem błota. Oczywiście nie zabrakło sceny pożogi po bitwie w pewnym znanym nam już od dawna przejeździe przez przełęcz 😉 Sześć z jedenastu ugrzęzło jednocześnie, dwa się przebiły, reszta czekała…. Oj grzały się wyciągarki i skrzypiały szekle, a deszcz zaczął siąpić siarczyście. Cóż było robić Loży Szyderców, a właściwie Szyderczyń, kubeczki z Galasówką poszły w ruch.

IMG_7088

Wieczorem była sauna, która wszystkich zmarzniętych rozgrzała i zabawiła, ale….cisza. Co dzieje się w saunie zostaje na saunie. Jeżeli ktoś z Was, Wędrowcy w sieci, chce wiedzieć trzeba się osobiście pofatygować, jest to ten element doznań, których trzeba doświadczyć na własnej skórze i żadne słowa, ani nawet filmy nie pomogą.

Kolejny poranek zmusił wszystkich, jak tam byliśmy, do zabawy w archeologów. Z łopatami szukaliśmy swoich Stalowych Wojowników Mocy by ich wydobyć spod białej pierzyny. W końcu ruszyliśmy….. Samochody na przedzie się zmieniały, bo trzeba było. Jeden przewodzący by nie podołał tyle było spychacza, przepychacza, cofek etc…. Gałęzie obleczone śniegiem, niczym jesienne grusze i jabłonie owocami, zrzucały świeży śnieg prosto na szybę. Białość bieli i przygniecione wycieraczki. Co dwie minuty postój na zrzucenie 30 cm warstwy śniegu z przedniej szyby. W końcu ekipa w składzie Pilot, zastępca Pilota, i asystent Pilota piechotą przecierała szlak, a dopiero potem ubijał śnieg Stalowy Wojownik. Znój, śnieg, wilgoć, zimno – prawie jak na wspinaczce wysokogórskiej. Pytanie jak z internetowych memów: znajdź samochód lub znajdź drogę straciło na śmieszności.

dig

Ostatnimi czasy na jakimś offroadowym wypadzie słyszałam też stwierdzenie, że przecież nikt nie lubi trawersów. Hmmm, widać że autor nie doświadczył jeszcze offroadowego ekstremum. Śnieżne śliskie trawersy umiliły nam pewną część dnia i zapewniły wzrost adrenalinki. Patrzysz a nagle wszystkie auta stoją w poprzek bo im „dupcie” ściągnęło i radź tu teraz Chopie. Na szczęście nie mieliśmy ze sobą 7. Wspaniałych tylko jednego Wujka Dobra Rada, więc z każdą przeszkodą radziliśmy sobie błyskawicznie.

IMG_7259

Epilog będący prologiem.

Dziękuję,

                 że przez cały wyjazd banan nie schodził z mojej twarz,

                 że dusza tańczyła na stole z radości,

                 że bolały mnie niemiłosiernie mięśnie i kości,

                 że wymroziłam do cna wnętrzności

Wszak natenczas powróciłam do żywych z nicości

I żadne słowa nie wyrażą mej wdzięczności,

jeno rzec mi zostało:

kiedy jedziemy Waszmości?

A tak na poważnie, jest z Wami niesamowita moc. Moc Stalowych Wojowników i przyciągacie podobnych jak magnes, a do tego potraficie leczyć wypalonych. Dzięki Misiek za wspaniałą zimową przeprawę.

IMG_7420

*Leopold Staff „Sonet podróżny”, fragment

**Kazimierz Przylepa „Przed podróżą”, fragment