Nowojorskie włóczykijstwo: czas w cieniu drapaczy!

Są takie miejsca, do których się wraca; takie pocztówki z przeszłości, które nie blakną co najwyżej się nadpisują. Wspaniałe destynacje, o których najpierw się marzy, później odkrywa, doznaje, czuje, smakuje i rozkochuje, by mieć do czego wracać myślami przez lata a często fizycznie po latach. Takie miejsca mają w sobie magiczną moc przyciągania. Spowite nieziemską mgłą, odkrywają przed nami za każdym razem inne oblicze: niuans, zapach, dźwięk, walor otoczenia. Zawsze wiesz, że poznasz, dojrzysz ich nową warstwę. Miejsce, które żyje własnym bytem, ewoluuje, podlega ciągłej zmianie będącej wypadbtykową jego jestestwa….. Miejsce emanujące niesamowitą siłą, która przenika wewnątrz ciebie i daje ci kopa, aż po wyżyny haju.

Takim miejscem jest dla mnie Nowy Jork, pewnie dlatego, że jestem homo civitas i w miejskiej dżungli najlepiej się odnajduję. Nie było dla mnie człowieka miejskiego, człowieka o niespokojnym duchu lepszego prezentubty urodzinowego aniżeli podróż do takiego specjalnego miejsca, jednej z największych pustyni cywilizacji, która zajmuje szczególne miejsce w mojej duszy.

Efekt: podróż sentymentalna, przecudowna, nadpisująca nieco wyblakłe obrazy pamięci.

Włóczykijstwo

Włóczykijstwo czyli inaczej wałęsanie się po kolejnych przecznicach w bliżej nieokreślonych celach, prowadzące najczęściej do odkrywania osobliwości, wtapiania się w strumień świadomości tłumu przemierzającego ulice i podążanie w cieniu drapaczy.

bty

Czas się zatrzymał,

Mijają chwile,

Pocztówki, wspomnienia,

Czy senna jawa

 

Już sama nie wiem co czuje

Dzień czy noc,

Noc czy dzień

Rzeczywistość czy zjawa

A może zabawa!!

Bruk i niezawodny Przewodnik Tam, zawiódł nas przez industrialną ścieżkę wiodącą po zrewitalizowanej linii kolejki naziemnej zwanej dzisiaj Sky Line do dzielnicy Chelsea na Midtown Manhattan. Sama ścieżka, poza tym, że odznacza się ciekawym, cieszącym oko dizajnem przestrzeni miejskiej, pełna przyjaznych pieszym rozwiązań. Genialne w prostocie połączenie metalu, drewna, szkła i roślinności, dostarcza możliwości spojrzenia na różne odcienie stolicy amerykańskiego biznesu. Mijamy odrapane budynki pamietające prohibicję lat dwudziestych, stare doki i wagonownie metra, ale i dopiero-co-oddane-do-użytku ekskluzywne apartamenty zaprojektowane przez Zahę Hadid. Grill na dachu i ławka ze starych desek miesza się z widokiem mieszkań bogatych nowojorczyków eksponujących w wielkopowierzchniowych oknach łazienki wyposażone w ekskluzywne wanny. Przyznacie, nieco osobliwe, odkrywające ekshibicjonistyczne potrzeby majętniejszych warstw społecznych tego miasta. Podążając dalej, widok na ulicę można potraktować jak kadr filmowy, przysiadając na Sali kinowej pod gołym niebem z szklanym ekranem 😉 Warto zobaczyć o każdej porze roku 😉 Ulica – kadr filmowy, chwila z… – obraz na ekranie. Kino i miasto, miasto i ruch… tętno, puls, gwar, życie.

bty

Włóczęgowanie zawiodło nas, z tłumem, najpierw na spacer z przewodnikiem śladami Edgara Alana Poe, czyli miejscami w jakiś sposób z nim powiązanymi, gdy mieszkał i tworzył na Manhattanie, a wszystko w scenerii 1 listopada – Halloween.

Później nie omieszkaliśmy wpaść na Paradę Halloweenową. Zimno było strasznie, ale Parady w NY nie można opuścić 😉 Było też po przedpołudniowym zamachu parę przecznic dalej, zatem zmobilizowane zostały chyba wszystkie możliwe emerytalne zasoby policji. Starsi panowie z drewnianą (a nie syntetyczna) pałką w strojach NYPD wyglądali prawie jak przebierańcy z parady, no … ale nie byli ;-

W Polsce od 2-3 lat jest nagonka okołohallowiniowa, że to nie jest katolickie święto, że gloryfikuje diabła etc, etc, i takie tam hejty się wylewa. Dzieci już nie mogą się przebierać w szkołach bo…. gloryfikacja diabła, ech…. Otóż spieszę donieść, że ulice i kawiarnie NY w czasie Halloween wcale nie wypełniają się wampirami, zombie, czy diabelskimi bestiami lub innymi potworami z najciemniejszych horrorów. Nie, zdecydowanie truposze nie latają po ulicach. Było to dla mnie nie lada zaskoczeniem, bo dwa lata temu w Galway w Irlandii (nomen omen, najbardziej katolickim państwie obecnych czasów) i tam rzeczywiście można się było przestraszyć chodząc po ulicach lub zaglądając do pub. W Nowym Jorku była barwna parada postaci mniej czy bardziej związanych z stanem po życiu (mumie, makijaż trupi pod oczami, prześcieradła na głowach), ale także a może przede wszystkim postaci z filmów – dinozaury, Disneya, białe damy, roboty, królowały na platformach. Kolorowy, taneczno-muzyczny korowód podążał ulicami. To samo można było odnaleźć w klubach, restauracjach, lokalach. Oczywiście Krwawą Merry czy Ząb wampira można było zamówić jako drink, ale jednocześnie pumpkin pie na zakąskę.

Ostrygowanie

Ostrygowanie czyli esencja doznań smakowych, mistrzostwo świata w prostocie przyrządzenia i konsumpcji, wielka orgia dla zmysłów, obżarstwo nieosiągalne w rozsądnej cenie w naszej szarej warszawskiej rzeczywistości.

Chelsea Market otwiera przed włóczykijami moc możliwości do biesiadowania. Miejsce, do którego warto zajrzeć w poszukiwaniu smaków przeróżnych. Miejsce porównywalne z Mercat de la Boqueria na Ralambla w Barcelonie lub z naszą rodzimą Halą Gwardia czy Koszyki w Warszawie lub OffPiotrkowską w Łodzi. Jest klimat, jest moc i jest happy hours na ostrygi! Od 16.00 do 18.00 można przy barze zamówić ostrygi za 1$ co pozwala na wielkie, tanie ostrygowanie 😉 w jednym z droższych miast.

bty

W ogóle w Nowym Jorku nie jest najtaniej, to fakt, ale z pewnością odnajdzie się tutaj najlepsze smaki z całego świata.bty

Mnie osobiście urzekł jeszcze Poke Bowl róg Canal Street i West Broadway Avenue. Połączenie szybkiego jedzenia ze zdrowymi produktami z nuta koreańskiego smaku. Taka szybka, różno-składnikowa (bo i mięsa i warzywa i owoce morza) odmiana popularnego koreańskiego dania wołowego: Bibimbamp.

Wartym uwagi miejscem, znanym z diabelskiego koła w lunaparku będącego tłem akcji w wielu filmach i co więcej, z zachowanymi działającymi lokalami z lat 50tych a nawet 20tych jest Coney Island Beach & Broadwalk. Dojechać można linią metra z samego Granad Central Station na Manhattanie. Puste po sezonie, ale grzejące ciepłem listopadowego słońca nad oceanem, można przysiąść w barze na szklaneczkę zimnego piwa i smażone owoce morza, zatopić się w ciszy, szumie morza oraz nadmorskim letargu. Oczywiście dodatkowo można doświadczyć niejakiego zakłopotania, bo dominującym językiem słyszanym na deptaku jest … rosyjski 😉

357 New York