Wyprawa do Stanów

Moich przedwyjazdowych obaw było dużo. Piętrzących się, ale drobnych spraw „pod górę” coraz więcej. Czułam narastający, niedookreślony niepokój. Coś czaiło się w eterze, ale co…

Wyprawa była cudowna w swojej surowości wyzwań, zupełnie nowych doświadczeniach i nauce siebie nawzajem. Trzy tygodnie w prawdziwej Azji, gdzie czas płynie zupełnie inaczej, gdzie życie wygląda zupełnie inaczej i inaczej są interpretowane standardy bytowania. Czy byliśmy na to przygotowani? Czy bardzo nas to zaskoczyło?

IMG_2851

Chyba nie do końca. Spodziewaliśmy się czasu z tzw. PRL i taki zobaczyliśmy, ale odkryliśmy coś więcej. Stepy poprzecinane nagle wielką płytą, porzucone kompleksy budynków gdzieś, gdzie nie powinno ich nigdy być. Instalacje kiedyś-pewnie-parku nad jeziorem Issyk-Kul, z wolna wysychającą  roślinnością z braku wymuszonego nawadniania, drzewa z freskami na korze wyryte ręką pierwszej miłości „Зения и Сержи любят навсегда”. Wszystko zdaje się być porzucone, zastygłe w prawie dokończeniu, porzucone dłuższą chwilę temu. Widać że miało mieć kiedyś swoją szczególną, centralnie zaplanowaną funkcjonalność w przestrzeni, ale ona gdzieś się zapomniała, zawiesiła w czasie przemian.  Coś co pozostało przyroda pożera i na powrót zawłaszcza. Ludzie żyją jakby obok, przyzwyczajeni do „Zawłaszczania”, oddają to co kiedyś do ziemi należało. Zdaje się, że jedynie niechcący korzystają z tego co pozostało, niedbale, bez wysiłku podtrzymując funkcjonalności np. pokoi do wynajęcia, tak jakby resuscytowali resztki minionej epoki, od niechcenia.  Ale pomimo tego ludzie są pogodni. Żyją nieco z dnia na dzień, ale nawet daleko, daleko poza głównymi miastami są pogodni, uśmiechnięci. Żyją pasąc owce, kozy, krowy, konie, uprawiając skrawki ziemi. Żyją po swojemu, tak jak kiedyś, bardzo dawno ich przodkowie, koczują latem w bezkresnych stepach, w wysokich górach, niczym nieskrępowani poza wszechotaczającym prawem natury. Żyją.

IMG_1823

Oczywiście nie brakuje humorystycznych sytuacji, takich, które mimo wszystko zaskakują. Właściwie większość europejskich słów nabiera tutaj nowej definicji. Dla przykładu taka autostrada. Znamy standardy, oznaczenia na mapach, a jednak…. Dwa pasy w jedną stronę , dwa pasy w drugą stronę, rozdzielone instalacją  z betonu – dla bezpieczeństwa. Ok. A tu nagle zza zakrętu wyłania się stado krów gnane przez pasterza w przeciwnym kierunku. Ups. Dalej autostrada wkracza do miasteczka i nagle z czterech pasów robi się wąska dróżka przeciskającą się przez targowisko. Jeszcze w sumie byłoby ok, ale nigdzie nie było żadnego znak ostrzegawczego. Właściwie jak to nam Milicaj powiedział, znaki to są dla was trustów, my ich nie potrzebujemy. I tak to tu wygląda. Jedziemy dalej i nagle czterech specjalistów maluje środkowy pas. Auta gnają ponad 100km/h a oni ze stoickim spokojem zajmują środkową część drogi i pędzlem malują centralną linię. Odwaga zapiera dech.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kraj sprzeczności i wolności, jak dla mnie Europejki. Z jednej strony mogę się zatrzymać gdziekolwiek i gdziekolwiek rozbić namiot. Zrywać jagody, grzyby, rokitnik, rozpalić ognisko, wykąpać się i umyć w strumieniu.  Bosko. Coś co w większości europejskich krajów jest zabronione i podlega karze. Z drugiej muszę mieć pozwolenie, żeby wjechać w 20km strefę przygraniczną  z Chinami i…. nie załatwię sobie przez Internet, nie zapłacę na posterunku, muszę wracać 150km do miasta, bo inaczej mi łeb odstrzelą, tak po prostu. A jednak jest tam wolność.

IMG_3076

Takie były moje, nasze pierwsze wrażenia, po tym jak już szybko wyrzucali wszystkich z lotniska, bo…. trzeba odpocząć bo kolejny samolot przyleci dopiero po południu, więc „fajrant”, a tu się jeszcze jacyś turyści kręcą…..

Nasze wyprawy odbiegają nieco od standardów. Wiele jest dzisiaj mijanych po drodze offroaderów 4×4. My jednak docieramy do miejsc rzadko zwiedzanych, nie dlatego że nikt ich wcześniej nie odkrył, tylko dlatego że unikamy zgiełku i tłumu. Nie interesują nas gadżety dla turystów i magnesy na lodówkę. Chcemy zawsze poczuć i zobaczyć prawdziwe oblicze, dlatego często podróżujemy sami.

IMG_2034