Hej w góry, lodowce i stepy

Kirgistan zadziwiał nie tylko otoczeniem społecznym, urzekał również przyrodą. Bezkresnymi stepami na wysoko położonych płaskowyżach, malowniczymi dolinkami w górach Tien Shan oraz rozległymi korytami rzek okresowych. Ale też widokiem szybko zmykających świstaków, czyli jak je nazywaliśmy tłuste, podskakujące dupska, pasącymi się wielbłądami, stadami owiec, krów etc.

1_0339 Kirgistan - Kara-Say

Lądowanie  na lotnisku, nieco nas obudziło. 5 godzin różnicy czasu, jednak swoje robi. Ja padłam, po prostu spać mi się chciało i usypiałam na siedząco. Wynajętym samochodem ruszyliśmy na nasz pierwszy nocleg, tak żeby sobie wszystko poukładać, żeby się wykąpać i „odespać” samolot. Kwatera zarezerwowana na booking.com. Adres i lokalizacja GPS podana w rezerwacji. Ok, ale tu się zaczęły schody, drogi nie koniecznie nas zaprowadziły do wyznaczonej lokalizacji, lokalesi nie wiedzieli również gdzie to jest. Jakieś 60 minut krążenia, ale się w końcu udało.

To był początek, później już było łatwiej, bo noclegi wybieraliśmy na http://www.tu.jest.pieknie.com , czyli po prostu stawaliśmy, gdzie skrawek wzgórza, łąka czy urokliwe zakole z szumiącą wodą nas  urzekło.  Tak się również składało, że od samego początku do końca, nie licząc 4 noclegów zawsze towarzyszył nam szum wody. Raz bardziej rwącej, innym razem nieco spokojniejszej, ale zawsze  woda była w zasięgu słuchu.

1_0151 Kirgistan - Karakol

Zaczęłyśmy swoją podróż spokojnie, od pewnego rodzaju aklimatyzacji. Żadne z nas, dorosłych, a tym bardziej dzieci nie było powyżej 3500 m n.p.m. Trochę się obawiałam choroby wysokościowej. Trochę chciałam dać sobie czasu. Ruszyliśmy północną stroną jeziora Issyk-Kul, mijając rozliczne miasta i miasteczka i wsie, gdzie nagle ni stąd ni z owąd stawaliśmy się częścią targowego tłumu. Pierwsze dni upłynęły w gwarze, aż w końcu odbiliśmy na południowy wschód tuż pod granicę z Kazachstanem a później z Chinami. Niestety nie dane nam było przejechać całego wyznaczonego tracku, zatrzymała nas Kirgiz Border Zone, czyli przestrzeń gdzie trzeba się zaopatrzyć w dodatkowe pozwolenie na wjazd. Niestety uzyskać pozwolenie można wyłącznie w stolicy regionu w Karakol a oficjalna droga to jak 12 prac Asteriksa i Obeliksa w Rzymie.  Innymi słowy zbieranie pieczątek po lokalnych urzędach.

1_0319 Kirgistan - Kara-Say

Ale jednak udało nam się „podjeżdżać” wąwozami i tak trafiliśmy na autostradę na wysokości 4000 m n.p.m. Droga szeroka, amerykańskie ciężarówki – polewaczki co chwila przemieszczają się tam i z powrotem. Co się dzieje?  Dobra jedziemy dalej, mieliśmy podjechać pod lodowiec, nawet go dotknąć – taki był track znaleziony w sieci, ale stanęła nam tym razem na drodze nie kirgiska zona tylko najwyżej na świecie położona kanadyjska kopalnia złota!!!! Na ponad 4000 m n.p.m. rozkoszować się opisem w  „canadian English” – doświadczenie bezcenne.

1_0259 Kirgistan - Kara-Say

W obwodzie naryńskim udało się uzyskać pozwolenie na wjazd do strefy przygranicznej i mogliśmy pojechać daleko, daleko dalej za Tash Rabat i cieszyć się bezkresnymi pustymi, stepowymi przestrzeniami w Górach Tien Shan. Iście uczta dla oczu i ból ciszy dla uszu, dobrze że chociaż silnik warczał a wiatr dął w szyby.

Południowa strona Issyk-Kul jest zdecydowanie mniej zagospodarowana „kurortowo”, można znaleźć cudne puste plaże odpowiednie do noclegu. Można też poczłapać i rozruszać kości w Bajkowym Kanionie (Skazka Kanion) i odbić w góry pokonując przełęcz Tossor dotykając niemalże lodowca i jego jęzorów. Nam dodatkowo podczas pokonywania przełęczy zaczął padać rzęsisty grand i ….. Uff, dobrze, że nasze opony wytrzymały to rumowisko i nie trzeba było wymieniać  w takich warunkach.

1_0382 Kirgistan - Issyk-Kul