Pamir: kilka kartek z pamiętnika

#droga

Z nieukrywaną ciekawością wyczekiwaliśmy tadżyckiej części Traktu Pamirskiego często filmowanego, z groźnymi przepaściami, wąskimi mijankami nad urwiskiem i w ogóle, będącego wyzwaniem dla kierowców. Trasą pamirską czyli M41 Highway jechaliśmy już drugi dzień zaczynając w Osh (Kirgistan) dalej przejściem granicznym przez przełęcz Kyzył-Art. (4280 m n.p.m.) i dalej do Khorog, stolicy GBAO. W całym GBAO ostatecznie M41 okazała się najmniej ciekawą trasą, tzn. trochę nas rozczarowała, zatem zbaczaliśmy na różne inne ciekawsze jej odnogi, przecinające Pamir i… uwierzcie, było warto.1600 Tadzykistan - Pamir Highway

Oczywiście Highway oznacza tutaj wyłącznie tyle, że mogą i pojawiają się ciężarówki, że droga jest okresowo utrzymywana w stanie przejezdności, czyli jak żywioł rzeczny zerwie most lub przerwie nasyp, jest robiony tymczasowy objazd, po którym prawdopodobnie powinna sobie poradzić z przejechaniem ciężarówka. Tymczasowy z czasem staje się głównym. Pion czy poziom drogi, jej wyboistość czy rodzaj nawierzchni nie ma tutaj większego znaczenia. Właściwie można się poczuć jak na morzu przy wzburzeniu 6 w skali, a do tego hmmm, zmienia się nawierzchnia z wspomnienia asfaltu na szuter lub dziury. Tego się nie da opisać to trzeba przeżyć. Wymijanie zwolna sunących ciężarówek w taki stanie rozchybotania, wymaga nie lada odwagi i…. mocnego przyspieszenia chwilowego 😉

Trasa z Karakul do Murghab pokazała nam nowe oblicze poruszania się po czymś co w Europie czy Ameryce Północnej nazywa się Highway, ale przyznam, ze było nam mało. Za dużo ciężarówek i za dużo asfaltu, odbiliśmy zatem na wschód drogą do granicy z Chinami a potem na południowy zachód, przebijając się pustkowiem i bezdrożami do jeziora Zorkul i dalej do korytarza Wakhanskiego. Godzinami, poza mijanymi osiołkami nigdzie nie było nawet śladu kurzu po jakimś pojeździe, zabudowania pojawiały się coraz rzadziej. Otaczało nas coraz więcej porzuconych czaszek muflonów zwanych owcami Marco Polo i naprawdę dzikich przestrzeni.

 

Przekraczanie strumieni na drodze w odległą nicość, gdzie przez cały dzień nie mija cię żaden jeźdźca…. Gdzie jak przejeżdżasz przez skupisko chałup, które są wioską i udajesz się jeszcze większe pustkowie….. To jest rzeczywiście nowa jakość nawet jak dla nas. Bezkres gór, potęga rzek i my. Wow!

#noclegi

Znalezienie noclegu innego niż własny czasami graniczy z cudem, zwłaszcza po zmroku. Miejsca nie są dobrze oznakowane i nie raz trzeba się naszukać. Teraz to wiemy, ale ruszając w trasę mieliśmy nadzieję na udane poszukiwania nocne. Pierwszy nocleg w GBAO namierzony bezproblemowo, tzw. Beginners Luck. Niebieska farba, krzywe literki na mocno nadszarpniętej przez czas desce doprowadził nas do Home Stay. Nocleg w upragnionym Home Stay, czyli z kozą opalaną suszonym łajnem i materacami rozłożonymi na ziemi, przykrytymi pledami, generator specjalnie dla nas uruchomiony buczał za oknem. Śpiwory się przydały. Rano lokalny Pan-złota-rączka naprawił nam naszą podupadłą na zdrowiu oponę i mogliśmy ruszyć do Murghrabu, pokonując najwyższe przewyższenie na drodze pamirskiej czyli przełęcz Akbajtał (tadż.: ағбаи Оқбайтал) o wysokości ok 4655 n.p.m. O dziwo nikomu z nas nie doskwierały dolegliwość związane z wysokością 😉 We are rocks!!! Unbreakable and undefeated.

Cudowne są też noclegi pod gołym niebem. Na wyschniętym jeziorku, gdzieś w dolinie Bartang. Milion gwiazd nad nami, cisza aż uszy trzeszczą…. Nie, to trzeszczy pękający lód na jęzorach otaczających nas lodowców. Pełnia, więc przyjemnie widno bez elektrycznego wspomagania. Ciepło i przyjemnie, siedzimy w krótkim rękawie i tylko cisza, skały, lodowce, księżyc i my. Wysokość 4100 n.p.m. 😉

1101 Tadzykistan - Bartang Valley

Była to jedna z ostatnich nocy rozświetlanych przez Perseidy, niebo migotało milionem gwiazd, odległych planet, komet, co kilka minut przeszywane blaskiem „spadającej gwiazdy”. Jasność drogi mlecznej nie zagłuszał żaden blask łuny miejskiej. Cisza, noc, gwiazdy i my, śpiący w aucie. Nagle przez uchylone okno wpełzła wąska smuga mgły, niczym biały puch śniegu. Jezioro Zorkul parowało, powoli wyostrzała się linia gór, nowy dzień witał nas chłodnym, górskim przedświtem….